8

Jestem absolutnym wrogiem długów. Nienawidzę mieć długi. Długi są złe i niszczą życie. Ten blog jest jednym z moich sojuszników w walce z nimi. Ma mnie motywować do zmiany życia na lepsze, między innymi poprzez zmiany nawyków finansowych. A jeśli przy okazji coś tu, na tym blogu, komuś się przyda – to będzie naprawdę super.

W tym wpisie chcę się podzielić moimi przemyśleniami odnośnie długów. Próbowałem znaleźć ich dobre strony i wiem już jedno – długi nie mają żadnych dobrych stron. Patrząc w przeszłość na moje życie – nie musiałem nigdy mieć długów. Nigdy tak naprawdę nie były mi potrzebne do niczego, za wyjątkiem sztucznego zwiększania poziomu życia.

Wiem, co piszę. W chwili zakładania tego bloga moje długi konsumpcyjne wynoszą ponad 70 TYSIĘCY złotych. Kompletna porażka.

Pomijam tu drastyczne przypadki – typu ciężka choroba. Wówczas sytuacja jest zupełnie inna. Jednak w przypadku zwykłego, normalnego życia zadłużanie się nie ma najmniejszego sensu. Najmniejszego. W moim przypadku to tylko i wyłącznie własna głupota.

W tym wpisie poruszam temat długów konsumpcyjnych – w kilku akapitach zmierzymy się z tematem inflacji stylu życia oraz współczesnej kultury życia na kredyt.

Wyjątki – czy istnieją długi które nie są naszymi wrogami?

Uprzedzając ewentualne komentarze – tak, istnieją długi które nie są naszymi śmiertelnymi wrogami. To kredyty inwestycyjne oraz kredyty hipoteczne. Jednak w obu przypadkach kredyty te są przydatne tylko wówczas, jeśli przestrzegamy podstawowych zasad zdrowego rozsądku i nie zadłużamy się ponad miarę.

Czy jest możliwe życie bez długów?

Bardzo trudne pytanie. Moim zdaniem – nie da się całkowicie wykluczyć długów z naszego życia. Chociażby kredyt hipoteczny – czyli również dług – trudno oczekiwać że młode małżeństwo które rozpoczyna wspólne życie będzie czekać 30 lat na zbudowanie oszczędności, które pozwolą im mieć wreszcie własne mieszkanie.

Podobnie w przypadku biznesu – o ile malutka firma którą zakładamy gdzieś przy okazji pracy na etacie nie potrzebuje zazwyczaj inwestycji, o tyle większa spółka która zamierza coś produkować prawdopodobnie nie będzie w stanie tego zrobić z własnych, początkowych środków, nie posiłkując się kredytami.

Piszę jednak o zwykłym życiu – przeciętnego człowieka, jakim jestem. Moim zdaniem – poza rozsądnym kredytem hipotecznym, długi nie są potrzebne. A wręcz przeciwnie – są prawia zawsze jednym z naszych największych wrogów.

Długi odbierają nam wolność, czynią nas biednymi, nie pozwalają korzystać z życiowych okazji oraz ograniczają nasze możliwości wyboru ścieżki życiowej.

Długi sprawiają, że jesteśmy niewolnikami.

Statystyki dotyczące zadłużenia w Polsce i w Wielkiej Brytanii.

Zarówno Polska, jak i Wielka Brytania, przeżywają prawdziwy boom życia na kredyt. Karty kredytowe w Wielkiej Brytanii są powszechne i dostępne nawet dla osób praktycznie bez dochodów, podobnie zaczyna być w Polsce.

Miałem tu przytoczyć garść statystyk z obu krajów, które udowadniają jak bardzo ludzie się zadłużają – ale czy rzeczywiście jest taka potrzeba? Wystarczy wejść na dowolny portal internetowych z informacjami dnia żeby się przekonać, jak wielki jest to problem. Nie wspominając już o gwałtownie rosnącej liczbie przeróżnych forów internetowych czy blogów, na których tysiące ludzi próbuje znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów.

Dlaczego się zadłużamy?

Kupujemy rzeczy, które nie są nam potrzebne, za pieniądze których nie mamy, aby zaimponować ludziom których nie lubimy.

Czy istnieje zdanie, które bardziej dobitnie pokazałoby jeden z głównych problemów jakie doprowadzają do zadłużenia?

W większości przypadków, również i w moim, długi powstały, ponieważ chcieliśmy podnieść sztucznie, za pomocą pieniędzy których nie posiadamy, własny poziom życia.

Czy jednak rzeczywiście jest to niezbędne?

Bogaci biedacy, czyli współcześni bankruci.

Czy słyszałeś o Wesleyu Snipesie? A o raperze 50 cent? A o MC Hammerze? A może nazwisko Burt Reynold coś Ci mówi? Aktorka Kim Basinger? Czy pamiętasz głęboki głos piosenkarza znanego jako Meat Loaf? Albo piękny kobiecy głos Toni Braxton? Któż nie kojarzy boksera Mike’a Tysona z jego charakterystycznym tatuażem? Starsi czytelnicy pewnie pamiętają Cyndi Lauper, słynnej piosenkarce? A Tom Petty? I jego świetne kawałki? A może pamiętasz świetny film Zabójcza Broń i aktora, który w nim zagrał – charakterystycznego Garego Buseya?

Czy wiesz, co łączy te wszystkie osoby? Zdobycie olbrzymich, niewyobrażalnych pieniędzy, a następnie bankructwo.

Tak, bankructwo. Te gwiazdy w pewnym momencie swojego życia zostały bez pieniędzy.

Tak własnie działa uzależnienie od stylu życia. Czy wiesz, że według niektórych danych ponad 30% najlepszych koszykarzy najlepszej na świecie koszykarskiej ligi NBA oraz 50% najlepszych hokeistów najlepszej na świecie hokejowej ligi NHL kończy jako bankruci?

A ci ludzie to przecież osoby, które w pewnych momentach swojego życia zarabiały miliony!

To są historie, które odbierają argument wszystkim mówiącym coś w tym stylu – za mało zarabiam, żeby dbać o pieniądze. Za mało zarabiam, żeby oszczędzać. Za mało zarabiam, żeby nie mieć długów.

Dlaczego długi to śmiertelny wróg?

Długi to olbrzymie obciążenie psychiczne.

Osoby które tkwią w długach często nie potrafią spać, rozpadają się im rodziny, długi rodzą problemy ze zdrowiem.

Bardzo często zdarza się, że osoby zadłużone stają się tak bardzo przyzwyczajone do swojego stanu, że aż nie potrafią sobie wyobrazić własnego życia bez długów czy bez martwienia się o pieniądze.

Długi i ich posiadanie stają się czymś w rodzaju zniewolenia – a nawet, choć to zabrzmi już jak przesada – stają się naszą strefą komfortu! Po prostu przyzwyczajamy się do życia z długami i problemami finansowymi, i wyjście z nich jawi nam się jako abstrakcja.

Długi czynią nas biedniejszymi.

Czy wiesz, ile kosztuje posiadanie długów? Ile konkretnie kosztują odsetki, odsetki od odsetech, te wszystkie opłaty manipulacyjne i administracyjne?

Ja wiem. Od 1 lipca 2015 roku prowadzę bardzo dokładnie spisywanie moich wydatków i dokładnie wiem, ile mnie to kosztuje. W skali roku mówimy o olbrzymich, naprawdę olbrzymich sumach.

I jeszcze jedna, konkretna sprawa. Załóżmy, że kupujemy na raty nowy model telefonu czy komputera. Czy zdajesz sobie sprawę, że ten sam model za pół roku będzie prawdopodobnie o jedną trzecią tańszy? Jeśli nie więcej? Czy naprawdę kilka miesięcy bez zmiany modelu na nowszy to coś, co jest poza naszym zasięgiem?

Do kosztów długu dochodzi zatem często zawyżona opłata za coś, co właśnie weszło na rynek jako super – nowość i oczywiście musimy ją koniecznie mieć.

Długi ograniczają nam wolność w naszym własnym życiu i zabierają nam okazje.

Mając długi masz związane ręce. Nie możesz odejść z pracy, żeby założyć swoją wymarzoną firmę. Nie możesz korzystać z okazji, jakie daje Ci życie, bo za 3 dni masz do zapłacenia tę cholerną ratę i Twoje myśli zajmuje liczenie każdego grosza.

Przeciwieństwem długów są oszczędności. Mając oszczędności, możesz zmienić pracę na lepszą czy wręcz odejść z pracy, jeśli coś w tej obecnej pracy przestaje ci odpowiadać.

Ileż to ja widziałem paniki, kiedy w firmie w której pracowałem pojawiał się temat przejęcia i możliwych zwolnień.

Te wszystkie błyszczące nowością samochody na parkingu i najnowsze telefony na biurkach nie znaczyły nic w porównaniu do min pracowników, które krzyczały w panice: I co ja bym zrobił?

Długi sprawiają, że stajemy się niewolnikami.

Bezpośrednią przyczyną założenia tego bloga i rozpoczęcia mojej osobistej walki z długami o lepsze życie było jedno, zwyczajne z pozoru zdarzenie.

Wyjeżdzałem właśnie w czasie weekendu na wspaniałą wycieczkę żeby sobie pożeglować, kiedy przy wsiadaniu do samochodu zobaczyłem listonosza. Przyniósł mi list z banku, w którym bank informował o nałożeniu jakiejś dodatkowej opłaty na mnie w związku z limitem na koncie. Do tej pory nie wiem, co to za opłata i dlaczego zostałem obiążony tą opłatą.

Policzmy. Bank wysłał list, który kosztuje pewnie z 10 pensów. Ten list przyniósł bankowy kilkanaście funtów zysku. Po powrocie z wycieczki musiałem wstać rano do pracy i zasuwałem nie na własną pensję – pracowałem za darmo, bo zarobionych pieniędzy nawet nie zobaczyłem na oczy – bez mojego pośrednictwa trafiły od razu do banku, pobrane z konta na które wpływa pensja.

Czy jest coś do dodania?

A Ty? Masz jakieś powody, dla których nie powinniśmy mieć długów innych niż inwestycyjne czy hipoteczne?