3

Zanim rozpocznę cykl o tym, co zwiedzać w Anglii, w którym oprócz powszechnie znanych miejsc będą również te które ja odkryłem w ostatnich kilku latach, mała dygresja osobista.

Podczas żeglowania po jeziorze Windermere, zaledwie kilka tygodni temu, postanowiłem że czas na zmiany w moim życiu. Na Dobre Zmiany. Bezpośrednią przyczyną było zdarzenie tuż przed odjazdem, kiedy wsiadałem do auta a listonosz przyniósł list z banku z opłatami za debet, które się nie zgadzały.

Nie było to szczególnie stresujące, to zaledwie kilka funtów jakiejś opłaty, ale całą drogę o tym myślałem. Pogoda była wspaniała, wiatr w sam raz, pływałem sobie i zastanawiałem się nad tym czego potrzebuję w życiu.

Cały powiększony debet wziął się z dwóch zakupów, które wydawały się super w centrum handlowym (jestem entuzjastą gadżetów elektronicznych) a w rzeczywistości zupełnie bez sensu.

Zegarek typu smartwatch za ponad 250 funtów (1,5 tysiąca złotych) okazał się zupełnie bez sensu, ale za to żaglówka wynajęta za 30 funtów (180 złotych) to jak zwykle bezbłędny wydatek… Do tej pory pamiętam ten piękny dzień, podczas gdy zegarek kurzy się na półce.

Ten drobny incydent z dodatkową opłatą za debet okazał się tym, który przeważył szalę. Dość życia na kredyt. To bez sensu. Gdybym te 250 funtów (1,5 tysiąca złotych) rozsądnie zainwestował, co roku miałbym za darmo żaglówkę do pływania. A takich bezsensownych wydatków jest w moim życiu sporo, oj sporo…

Mój blog – blog, który sam chciałbym przeczytać 10 lat temu.

Blog, na którym absolutnie transparentnie będę przedstawiał zmiany jakie mają miejsce w moim życiu to blog, jaki chciałbym sam przeczytać 10 lat temu. Takie jest założenie.

Może wówczas moje obecne życie byłoby inne, i nie byłbym niewolnikiem banku który w każdej chwili może przysłać mi list za 10 pensów (60 groszy) żeby obarczyć mnie jakąś kolejną opłatą paru czy parunastu funtów (kilkudziesięciu złotych).

A teraz pojedźmy nad Windermere. Będzie o jeziorze które widział każdy i o zamku, który zobaczył mały procent odwiedzających jezioro.

Windermere to największe jezioro w Anglii, aczkolwiek przy jeziorach Szkocji to jak rozlana szklanka wody. No ale jezioro to jezioro. Długie na 20 kilometrów (dzięki Bogu że blog jest tylko dla Polaków, i z Anglii i z Polski, gdybym miał to wszystko przepisywać również w milach i jardach, kilogramach i stone’ach, złotówkach i funtach – a nie, to akurat muszę robić), szerokie na mniej więcej kilometr.

Północna Anglia, bardzo blisko stąd do Carlisle – Border City, granicy ze Szkocją. Jezioro w Krainie Jezior – Lake District, dla Anglików po prostu Lakes.

Dojazd, jak wszędzie w Anglii, bezpłatnymi autostradami. Z autostrady M6 (polecam nie skręcać w pierwszy zjazd do Kendal tylko pojechać kawałek na północ i zjechać w drugi, dużo krótsza jazda poza autostradą) skręcamy do Lakes i jedziemy do Windermere. Powrót po wakacjach szkolnych i długich weekendach może być nieciekawy, autostrada na południe może się nieźle zakorkować. W Anglii korki na autostradach bywają, oj bywają… O tym nie będę pisał, nie chcę się denerwować, wracamy do jeziora. Spokój, cisza… Też nie…

Spokoju i ciszy niezbyt tam wiele, to jedno z najpopularniejszych jezior w Lakes i wcale nie moje ulubione. Po jeziorze kursują statki, łódki, żaglówki, motorówki i jachty. Ale jezioro jest duże, więc wszyscy się mieszczą. Chociaż w okolicach głównej przystani w Bowness zdarzają się różne ciekawe wydarzenia z niedzielnymi tatusiami, którzy dostają stery do motorowej łodzi…

Co można robić i ile to kosztuje?

Samochód zostawiamy w miasteczku Windermere, które wcale nie leży nad jeziorem Windermere. Idziemy pół godzinki spokojnym krokiem do Bowness (można też w kilka minut dojechać, ale polecam spacer), które to miasteczko leży już nad samym jeziorem. Parking na kilka godzin w Windermere można znaleźć za darmo, są takie miejsca, natomiast na płatnych parkingach w okolicach 6 funtów (36 złotych) za kilka godzin. W Bowness nad samym jeziorem bywa podobnie, może odrobinkę drożej. W miasteczku Windermere jest stacja kolejowa, do której można dojechać na przykład z Lancasteru osobowym pociągiem. A w Lancasterze z kolei zajmują się superszybkie pociągi (pochylają się na zakrętach jak samoloty) Virgin Train jadące do Szkocji.

Ciekawostka. Superszybkie pociągi w Anglii należą do firmy Vigin Richarda Bransona, którego pewnie wszyscy znacie (Virgin Trains). To nic innego jak… Pendolino! Tylko jest jeden problem. Pendolino znaczy po włosku „wahadełko”. Jest to nazwa mechanizmu, który pozwala pociągowi pochylać się na zakrętach jak samolot, dzięki czemu pociąg z szybkością 200 kilometrów na godzinę pokonuje zakręty, bez zwalniania na nich. Polska też sobie strzeliła Pendolino, no przecież nas stać! Tyle że polskie Pendolino to Pendolino bez pendolino, czyli bez całego mechanizmu pochylania pociągu. Zresztą i tak nie mamy przecież torów, żeby na zakrętach można było jechać 200 kilometrów na godzinę. Polscy producenci pociągów produkują pociągi równie szybkie jak Pendolino bez pendolino które są trzykrotnie tańsze i produkowane przez polskich robotników. Nawet w Anglii były artykuły w prasie na temat ogromu głupoty, jakie wyprawia Polska za kredyty zaciągane z UE, które będziemy spłacać przez setki lat.

Ale wróćmy do jeziora… Cisza, spokój…

Okay, ustaliliśmy już że cisza i spokój są nieobecne, ale tylko – po jednej stronie jeziora! Za chwilę opowiem Wam historię której nie znają nawet Anglicy odwiedzający swoje największe jezioro a także odwiedzimy zamek, który również mało kto odwiedza a który jest po prostu śliczny, ale najpierw załatwiamy temat dla turystów.

Beatrix Potter – to bardzo tutaj w Anglii znana autorka książek dla dzieci, która zamieszkała nad jeziorem Windermere. Jej mąż był agentem nieruchomości. Oboje byli potwornie przerażeni tym co się działo nad jeziorem w czasie rewolucji przemysłowej – bogaci magnaci fabryczni kupowali całe połacie ziemi i stawiali na nich swoje wielkie rezydencje, blokując dostęp do jeziora. Dzięki akcji skupowania ziemi udało się uratować całą jedną część jeziora, która jest dziś pod nadzorem National Trust i należy do wszystkich. Większość rezydencji po drugiej części to teraz luksusowe hotele lub prywatne domy najbogatszych Anglików.

Po jeziorze kursuje kilka linii statków. Prowadzi je firma Windermere Lake Cruises która praktycznie zmonopolizowała ruch pasażerski na jeziorze. Mamy cztery główne linie oznaczone kolorami (Niebieski, Czerwony, Żółty, Zielony) , którymi możemy dostać się w różne miejsca jeziora. Podróż statkiem w obie strony trwa od 45 minut (to jest akurat najkrótszy rejs wokół wysp bez wizyty w przystani) do 1,5 godziny do najdalszego punktu. Można się też wybrać dwiema łączonymi liniami w oba krańce jeziora, co trwa 3 godziny (Bowness jest akurat mniej więcej w połowie długości jeziora).

Ceny (orientacyjnie) od 7 funtów dla osoby dorosłej i 4 dla dziecka do 11 funtów dla osoby dorosłej i 6 funtów dla dziecka. Plus cała masa różnych biletów które łączą podróż statkiem z transportem autobusem, albo na przykład z wizytą w muzeum czy oceanarium.

Są nawet rejsy z orkiestrą na żywo i parkietem do tańca, obiadami serwowanymi w czasie rejsu, czy też rejsy wieczorne – 1,5 godzinny rejs po jeziorze o zachodzie słońca.

Ja polecam inne rozwiązanie. Jeśli będziemy nad jeziorem cały dzień, kupujemy bilet Freedom Of The Lakes który jest ważny 24 godziny. Kosztuje 19 funtów (114 złotych) lub bilet familijny dla 5 osób za 50 funtów (300 złotych) i możemy sobie robić co chcemy przez 24 godziny. Co oznacza, że można to sobie rozłożyc na dwa dni! Mamy dostęp do 4 różnych linii żeglugowych, które zabiorą nas we wszystkie miejsca. Super sprawa!

Kolejnym pomysłem jest wypożyczenie łódki. Od drewnianych łodek wiosłowych przez żaglówki, małe i większe motorówki aż po luksusowe duże jachty z obsługą i cateringiem do Waszej dyspozycji. Ceny orientacyjnie to 14 funtów za godzinę za łódź wiosłową (młodzież do 16 lat bezpłatnie w towarzystwie osoby dorosłej), przez 19 funtów za godzinę za małą motorówkę z otwartą kabiną (dodatkowo 6 funtów za osobę dorosłą powyżej 16 lat) aż do 24 lub 30 funtów za większą motorówkę z kabiną.

Cen dużych jachtów z cateringiem i obsługą nie sprawdzałem. Jeszcze za wcześnie 🙂 Najpierw spłata długów.

Co zwiedzać nad jeziorem?

Najpopularniejsze miejsca nad jeziorem poza Bowness to jego dwa końce – Ambleside na jego północy, śliczne małe miasteczko, lub Lakeside na jego południu.

W Lakeside mamy trzy główne atrakcje – Muzeum Motoryzacyjne (znajduje się w Backbarrow – można dojść lub podjechać bezpłatnym autobusem jeśli mamy bilet łączony na kurs statkiem Żółtym i wstęp do muzeum) oraz Lakes Aquarium, oceanarium z przeszklonym korytarzem i Kolej Parową Haverthwaite Steam Railway.

Spacery.

Anglicy uwielbiają spacerowanie i cały kraj jest pokryty tysiącami kilometrów scieżek spacerowych. Nie inaczej jest w Lakes. Przepiękne są trasy spacerowe po górach czy dolinach pomiędzy górami, spektakularne trasy przez lasy do rzadziej odwiedzanych jezior czy różne ciekawe relikty z przeszłości które można odnaleźć w różnych partiach Lakes. Można w Lakes się zakochać, można…

Wray Castle, moje odkrycie nad Windermere!

Byłem kilka razy nad jeziorem, ale nigdy nie trafiłem do Wray. Aż w końcu dostałem w swoje ręce stery do żaglówki i mogłem wreszcie tam popłynąć. Można jeszcze jechać samochodem wokół jeziora, ale nie po to jadę nad największe jezioro w Anglii żeby dookoła niego wlec się samochodem w sznurze aut turystów.

Płyniemy do Ambleside, na północ statkiem, jeśli nie chcemy wypożyczać żaglówki. Następnie bierzemy taksówkę wodną i płyniemy do malutkiej przystani obok Zamku Wray.

Dopływamy, wysiadamy, spacerujemy… Aż widzimy zamek. Wray Castle.

Anglicy mają od diabła i trochę tych zamków, ale ten jest śliczny. Nie jest taki spektakularny jak Warwick czy tak znany jak Nottingham (rozczarowujący, ale znany) ale ma swój urok.

A najfajniejsze jest to, że można do niego dopłynąć żaglówką a później chwalić się Anglikom, że zwiedziliście ich zamek Wray do którego dopłynęliście sami. Oni na pewno byli tylko w Ambleside główną trasą statku…

Sam zamek można zwiedzać również wewnątrz, ale jeśli macie ograniczony budżet to nie jest to konieczne. Nie ma jakichś strasznie ciekawych wnętrz, dla mnie sprawiały wrażenie bardzo gołych. W Skipton czy Edinburghu jest mnóstwo do oglądania wewnątrz zamku, a tu jest jakoś pusto.

No ale trudno, taki już jego urok…

O Lakes będzie BARDZO dużo na blogu, bo to jedna z moich ulubionych części Wielkiej Brytanii (może nie aż tak ulubiona jak Kornwalia, Snowdonia w Wales czy Szkocja, ale blisko).

Za troszkę ponad dwa tygodnie pierwszy miesiąc mojego blogowania, spędze go… Już wiecie gdzie 🙂

A Ty? Masz własnego bloga? Jakie wydarzenie sprawiło, że pojawił się taki pomysł? A może byliście w Lakes i coś Wam się szczególnie spodobało?