15

To jest już drugi mój wpis z serii, w której dzielę się swoimi planami do zrealizowania. Czy to pomaga? Nie wiem. Za wcześnie, żeby wyciągać wnioski. Na razie takie wpisy pomagają mi wyznaczyć sobie jakieś szersze dążenia, niż tylko codzienne, drobne zadania do wykonania z list To Do. Warto co jakiś czas spojrzeć na wszystko odrobinkę szerzej.

Do tej pory często było tak, że miałem bardzo dużo planów i celów do zrealizowania, ale wszystko albo odkładałem na później, albo po pewnym czasie z nich rezygnowałem. Dzięki temu blogowi i tak obserwuję duże zmiany w moim życiu, postanowiłem więc dodać sobie motywacji tworząc kolejną kategorię wpisów.

Zaczynamy.

Jak wyznaczać sobie cele?

Konkretnie.

Będę częściej chodził do kina. Będę oglądał mniej telewizji. Będę więcej oszczędzał.

Z tak wyznaczonych celów nic nigdy nie wyniknie. Dlaczego? Ponieważ nie będziemy nawet w stanie ocenić, czy udaje nam się je realizować.

Cele muszą być konkretne. Trzy razy w miesiącu pójdę do kina, raz na kwartał do teatru lub filharmonii. To jest konkretny cel!

Umiejscowienie w czasie.

Mam olbrzymie problemy z prokrastynacją, czyli odkładaniem rzeczy do zrobienia na później.

Dlatego wszystkie cele będę wyznaczał z konkretną datą realizacji – nie znam lepszego sposobu na motywowanie się do pracy niż konkretny termin jej wykonania.

Wyprawa na Mont Blanc w ciągu dwóch lat.

Szlachetne Zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz.

Styczeń i luty przebiegł pod znakiem kłopotów ze zdrowiem. Kłopotów, które będą mi już towarzyszyły, być może, do końca życia.

Nie da się ukryć, że życie w Anglii jest bardzo łatwe. W lipcu, kiedy zacząłem spisywanie wydatków, okazało się, że w ciągu zaledwie jednego miesiąca byłem w restauracjach i take-awayach… 40 razy.

Dwa lata temu zakończył się mój kilkuletni związek a ja wpadłem w wir kawalerskiego życia – a jestem mężczyzną dla którego jedzenie nie jest jedzeniem, jeśli nie zawiera tłuszczu, cukru i dawki cholesterolu które zadławiłyby muła.

Efekt? 56 kilogramów nadwagi.

Potrzebuję większego celu.

To prawda, że moje życie się zmienia. Na lepsze. Bardzo na lepsze. Ale to wszystko idzie jakoś tak powoli. Potrzebuję porządnego kopniaka.

Lata temu skakałem po górach jak Janosik, grałem w kosza i w tenisa, jeździłem na rowerze, pływałem w basenie i w moim ulubionym jeziorze i łaziłem na wielokilometrowe spacery w czasie krótkich wycieczek do różnych miast w Polsce i w Europie. Byłem szczupły, zdrowy i pełen energii. Teraz jakoś to wszystko zanikło. Potrzeba mi konkretnego celu, który załatwi moje dwa największe problemy – Zdrowie i Finanse.

Zdrowie i Finanse = Mont Blanc.

Muszę zadbać o swoje zdrowie, schudnąć prawie 60 kilogramów i wyjść z długów. To moje dwa największe życiowe problemy w tym momencie.

I oba te problemy załatwi wyznaczenie sobie celu, jakim jest wyprawa na Mont Blanc w ciągu dwóch lat.

Jest to cel abstrakcyjny i niewykonalny. Mój lekarz twierdzi, że to niemożliwe. Moje konto bankowe twierdzi, że to niemożliwe. Moja waga łazienkowa twierdzi, że to niemożliwe.

I właśnie dlatego to zrobię.

FINANSE OSOBISTE na najbliższe pół roku.

Zmniejszenie wydatków poniżej 50% dochodów.

Bardzo chciałbym wydawać mniej niż 50% moich dochodów. Drugie 50% inwestować – w tym momencie najlepszą inwestycją jest spłata długów, a po ich spłaceniu mam zamiar zająć się inwestowaniem troszkę bardziej serio.

Na razie, w kwietniu, zamierzam kupić akcje za niewielką kwotę – chciałbym sprawdzić, czy moja intuicja co do pewnych firm ma jakikolwiek sens w rzeczywistości na giełdzie.

Wydatki na spłatę długów (a w przyszłości inwestowanie w dochody pasywne) – co najmniej 50% dochodów.

Tu również sytuacja jest prosta. Jestem na wojnie z długami i chciałbym przeznaczać na ich spłatę co najmniej 50% moich dochodów.

W przyszłości, po spłacie wszystkich długów, również nic się nie zmieni, bo wówczas będę te 50% dochodów przeznaczał na inwestycje w dochody pasywne.

ETAT na najbliższe pół roku.

Pracować sobie spokojnie.

Nie spóźniać się do pracy, wykonywać spokojnie swoją pracę – tutaj po prostu niech będzie nadal tak jak jest. Bardzo lubię swoją pracę i nie chcę tu póki co niczego zmieniać (ZOBACZ: 5 powodów, dla których uwielbiam być robotnikiem w nowoczesnej fabryce).

FIRMA na najbliższe pół roku.

Do połowy roku osiągnąć stałe dodatkowe dochody co najmniej 1.000 funtów (6 tysięcy złotych) miesięcznie.

Oczywiście moja firma to tylko dodatkowa działalność do pracy na etacie, ale taki stabilny dodatkowy dochód bardzo mi się przyda.

Zwiększać zyskowność firmy, wybierać zlecenia.

Tutaj muszę nieco bardziej wyostrzyć działania. Bardziej skoncentrować się na dochodowości moich projektów.

Do tej pory traktowałem tę dodatkową działalność jako hobby, ale teraz muszę również zadbać o tę część biznesową.

Nie chcę również akceptować wszystkich zleceń – chcę się skoncentrować na tych które będą zyskowne i jednocześnie praca nad nimi sprawi mi przyjemność i nauczy czegoś nowego.

ZDROWIE na najbliższe pół roku.

Codzienne ćwiczenia.

Od niedawna mam w domu siłownię. Jeden z pokoi został zlikwidowany, ściana zburzona i mamy profesjonalną siłownię. Zrobiłem sobie składankę z dwóch ulubionych piosenek, skróciłem ją do 5 minut i co 30 minut idę na 5 minut poćwiczyć. Taki zastrzyk energetyczny to coś fantastycznego.

Zdrowe odżywianie.

Koniec z 4 litrami coli dziennie. Koniec z pizzą o 11 w nocy. Koniec z Full English Breakfast w soboty i niedziele w moim ulubionym pubie.

W konsultacji z dietetyczką zrobiłem sobie dietę i listę potraw na każdy dzień tygodnia i tyle. Jest ciężko, nie da się ukryć, ale tak trzeba.

BLOGOWANIE na najbliższe pół roku.

Stabilny rozwój bloga, wpisy minimum dwa razy w tygodniu.

Dwa razy w tygodniu, we wtorki i w piątki, chcę publikować wpisy na blogu. Jeśli się czegoś nauczyłem przez te kilka miesięcy, to tego, że blogowanie musi być procesem. Musi mieć rytm. Przerwa we wpisach prawie natychmiast oznacza stratę Czytelników.

Z drugiej strony – nie zawsze mam ochotę na pisanie. A nie chcę pisać na siłę. Dlatego kiedy tylko będę mieć wenę i chęć do pisania – nikt nie powiedział że muszę tworzyć tylko jeden wpis. Wręcz przeciwnie – warto stworzyć kilka wpisów na przyszłość korzystając z takiej chęci do pisania i zadbać o regularność na blogu.

Będę z uwagą czytać komentarze i maile, które dostaję od Czytelników oraz przeglądać co jakiś czas statystyki – na tej podstawie będę wybierał i rozwijał odpowiednie tematy i kategorie bloga.

DOCHODY PASYWNE na najbliższe pół roku.

Własne książki i ebooki na rynku.

Mam dużo pomysłów i lubię pisać. Chcę to przekuć w dodatkowe zajęcie, jakim będzie pisanie i wydawanie książek i ebooków. Pierwsza książka jest już na rynku, doświadczeń jest mnóstwo. Zobaczymy.

Zarobić pierwsze pieniądze na blogu.

Tutaj muszę być szczególnie delikatny. Nie dopuszczam reklam na swoim blogu, nie dopuszczam żadnych artykułów sponsorowanych na temat chwilówek czy Forexa, jakimi są obładowane blogi finansowe.

Blogowanie nie służy mi do zarabiania pieniędzy, z drugiej strony mądra afiliacja może stworzyć dochody z blogowania. Mam zamiar polecać wyłącznie firmy, z których sam korzystam lub które sam wybrałbym dla siebie. Nic na siłę.

KULTURA I ROZRYWKA na najbliższe pół roku.

Trzy razy w miesiącu chodzić do kina.

Mieć czas żeby iść do kina na co najmniej 3 filmy miesięcznie. Jestem kinomaniakiem i uwielbiam chodzić do kina, ale nie zawsze znajduję na to czas.

Teatr lub filharmonia – kultura wysoka.

Przynajmniej raz na dwa miesiące iść na prawdziwy koncert do filharmonii lub jechać do Londynu na jakąś świetną sztukę czy musical na West Endzie.

PRZYJACIELE I ZNAJOMI na najbliższe pół roku.

Mieć czas dla przyjaciół.

Przynajmniej raz na dwa tygodnie spotkać się z przyjaciółmi, mimo że wszyscy jesteśmy zabiegani, na prawdziwym posiedzeniu w angielskim pubie, bez telefonów czy oglądania meczu.

Po prostu fajna rozmowa z fajnymi ludźmi, których naprawdę lubię a dla których jest coraz mniej czasu.

Mniej kontaktów z toksycznymi ludźmi.

Nie muszę przyjaźnić się ze wszystkimi – szczególnie dotyczy to pracy na etacie. Nie wszystkie osoby w moim otoczeniu lubię – i dlatego postanowiłem nieco się oddalić od negatywnych, dołujących osób które nie wprowadzają do mojego życia niczego dobrego.

Czego się nauczyłem od startu bloga?

Szczęśliwe, spokojne życie jest najważniejsze.

Szczegółowo piszę o moich przemyśleniach na stronie O Blogu, nie będę się powtarzał.

Po raz pierwszy w życiu jestem pewien, że nie muszę być bogaty i nie muszę być milionerem. To nie ma dla mnie kompletnie żadnego znaczenia.

I pierwszy raz w życiu jestem pewien, że żaden człowiek na świecie nie powinien mieć żadnych długów, za wyjątkiem długów inwestycyjnych lub długu hipotecznego.

Spisywanie wydatków to najlepszy prezent jaki możesz sobie zrobić dla siebie.

Jeśli nie panujesz nad swoimi pieniędzmi to nadal żyj tak jak dotychczas, z jednym małym wyjątkiem.

Jedyną zmianą niech będzie spisywanie wydatków.

Rzetelne, beż żadnego oszukiwania i okłamywania, bo to oszukiwanie samego siebie.

A jak już będziecie mieć w ręku dane, to sami dojdziecie do rozwiązań swoich problemów.

Czy to postanowicie zmniejszać wydatki, czy to zwiększyć swoje dochody. Tak na dobrą sprawę to tylko te dwie opcje wszyscy mamy do dyspozycji.

Pozbywam się niepotrzebnych rzeczy.

Sprzedaję wszystkie nieużywane zabawki, na przykład nowiutki zegarek smartwatch za 250 funtów (1,5 tysiąca złotych) który miałem na ręku 2 albo 3 razy, tablet którego nie używam od 2 lat, a także ponad 1,5 tysiąca filmów i seriali na dvd których nie oglądałem od 3 lat (nie mam telewizora, świadomie zrezygnowałem z posiadania i oglądania telewizji).

Do tego Xbox One, na którym przeszedłem Gta V z sentymentu (w dzieciństwie grałem w gry całkiem sporo) i który zaraz potem powędrował do szafy. Kurcze, kupiłem sobie Xboxa żeby na nim zagrać w jedną grę przez 3 tygodnie. Akurat w jednym tygodniu dostałem podwyżkę w pracy i nowy limit na karcie kredytowej. Sam Xbox miałem zaraz na początku, przez pierwszych 5 dni nie mogłem grać, ciągle coś się uaktualniało i zawieszało. Teraz jest podobno lepiej, ale nigdy nie zamierzałem mieć konsoli na stałe.

Konsekwentnie wprowadzam oszczędności i wychodzę z długów.

Bez olbrzymich rewolucji, bo nie chcę żeby pojawił się jakiś słomiany zapał który zniknie po miesiącu. Ale definitywnie moje życie wymaga poważnej zmiany. Nie ma co dłużej się oszukiwać co do tego.

Wiem, że wiele osób jest w długach. Tego nie widać na ulicy, ale mnóstwo osób ma problemy finansowe. To nie jest żadne tabu.

Przeczytajcie mój wpis o jeziorze Windermere – początek wpisu w którym opisuję jak to się wszystko zaczęło.

Bank przysłał sobie do mnie list z jakąś dodatkową opłatą za debet. Tak sobie przysłał, i mnie obciążył opłatą której nawet nie przewidywałem. Po prostu zarobił sobie na mnie kilka czy kilkanaście funtów wysyłając list za 10 pensów.

To jest, proszę Was, współczesne niewolnictwo. Mając w banku dług, stajesz się jego niewolnikiem.

I nie ma co tu dłużej się rozwodzić, trzeba się z tego bagna jak najszybciej wydostać i już do niego nigdy nie wracać. Powodzenia dla mnie i dla Was!

Kontynuuję pisanie bloga.

Blog już ze mną zostanie prawdopodobnie na bardzo, bardzo długo. To wspaniała zabawa.

Choć muszę przyznać, że nie doceniałem ilości pracy jaką trzeba włożyć w uruchomienie i prowadzenie bloga.

Wiem, że prędzej czy później mój blog komuś pomoże. Tak jak mnie by mógł pomóc gdybym natrafił na taki blog 10 lat temu.

 

A Ty? W jaki sposób sterujesz swoim życiem? Wyznaczasz sobie konkretne cele?