10

O tym dlaczego chcę wyjść z długów pisałem w poprzednim wpisie z tej serii – Życie bez długów – dlaczego długi to wróg dobrego i wolnego życia. Teraz od teorii przechodzimy do praktyki, i w tym wpisie zaprezentuję moją własną strategię walki z długami.

Łatwo nie jest i nie będzie. Taka walka o lepsze życie nie jest czymś łatwym i przyjemnym – wręcz przeciwnie. Wymaga kompletnej zmiany naszych nawyków finansowych oraz czegoś, co jest szczególnie bolesne – wyjścia z naszej osobistej strefy komfortu, w której jest nam przecież tak strasznie fajnie i do której jesteśmy tak strasznie przyzwyczajeni.

Ale przecież trzeba coś zmienić. Bo jak mówił nie kto inny tylko sam Albert Einstein robienie wciąż tego samego i oczekiwanie innych rezultatów to głupota. Trzeba więc wziąć sobie słowa geniusza do serca i… zacząć się zmieniać.

Oj, będzie bolało.

W tym wpisie poruszam temat mojej strategii wyjścia z długów konsumpcyjnych. Dzielę się moimi przemyśleniami na temat długów oraz prezentuję kroki, jakie podejmuję we własnym życiu.

Krok numer 1 – wyciągamy głowę z piachu.

Koniec z udawaniem strusia!

Nie ma co udawać strusia. Wyciągamy głowę z piachu i rozglądamy się wokół po naszej sytuacji finansowej.

Nie jest dobrze. Ale przecież chcemy zmian. Więc musimy od czegoś zacząć. Tym czymś będzie obietnica dana samemu sobie: koniec z chowaniem głowy w piach.

Moja sytuacja finansowa jest taka jaka jest, sam do niej doprowadziłem i pora się z niej wydostać na powierzchnię.

Samo się przecież nie zrobi.

Idziemy na wojnę!

Warto się wkurzyć. Na własną głupotę, na własne złe wybory, na własne głupie wydatki. Takie emocje w walce z długami będą naszymi sprzymierzeńcami.

Na wojnie warto mieć również sojuszników. Moim – jest ten blog. Dzielę się na nim moimi postępami i… jest mi łatwiej.

Krok numer 2 – sprawdzamy jaka jest sytuacja.

Na czym stoisz?

W moim przypadku pytanie powinno raczej brzmieć: w czym leżysz…

Ale serio – musimy wiedzieć gdzie jesteśmy. Dlatego bierzemy kartkę papieru, najlepiej jakąś dużą, otwieramy wszystkie listy, zestawienia, konta bankowe, konta kart kredytowych i… spisujemy.

Komu jesteśmy winni, ile łącznie, ile wynosi rata, ile rat zostało, jakie jest oprocentowanie. Po zakończeniu tej swoistej inwentaryzacji naszych długów wiemy dokładnie jaka jest sytuacja.

Wydawaj mniej niż zarabiasz.

Tu sprawa jest prosta. Jest to równanie, szeroko opisywane na blogach finansowych:

ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

Żeby mieć oszczędności, które przeznaczymy na spłatę długów – musimy albo więcej zarabiać, albo mniej wydawać.

W moim przypadku – I TO, I TO!

Krok numer 3 – żadnych nowych długów.

Jeśli znalazłeś się w dole – przestań kopać!

Czy istnieje zdanie które dobitniej pokazuje dlaczego koniec z zadłużaniem się? Po prostu – zasada jest jedna – koniec z zaciąganiem nowych długów.

Koniec z używaniem debetu i kart kredytowych.

Limit na karcie kredytowej to nic innego jak dług. Debet na koncie to nic innego jak dług. Robiąc zakupy kartą kredytową – zadłużamy się. Robiąc zakupy za pomocą debetu na koncie – zadłużamy się.

Krok numer 4 – strategia spłacania długów.

Efekt kuli śniegowej.

W moim przypadku postanowiłem skurpulatnie zastosować tak zwany efekt kuli śniegowej. Zaczynam od małych długów, a dzięki ich spłacie osiągamy dwa cele.

Po pierwsze, każdy taki dług mniej to efekt psychologiczny. Długów jest mniej, możemy wziąć mazak i skreślić nasz dług. Odczuwamy widoczne efekty naszych działań. Ta pozytywna energia pomaga nam wytrwać w naszych działaniach.

Po drugie, środki przeznaczane na spłatę rat tego długu przeznaczamy na powiększenie spłat kolejnego długi.

Właśnie dlatego taki sposób spłacania nazywa się efektem kuli śniegowej.

Ustalamy kolejność spłaty długów.

W moim przypadku na pierwszy ogień idą karty kredytowe. Nie są mi do niczego potrzebne, oprocentowanie jest kosmicznie wysokie, spłacam je jako pierwsze.

Krok numer 5 – fundusz awaryjny.

Odłóż pieniądze na czarną godzinę, żeby nie pogłębiać zadłużenia.

Ważne jest to, abyśmy w przypadku zdarzeń losowych, takich jak awaria samochodu czy konieczność wykonania jakichś większych opłat, nie korzystali z tego jako okazji do dalszego zadłużania się.

Dlatego trzeba koniecznie odłożyć pewną sumę pieniędzy na konto, do którego to konta nie będziemy mieć łatwego dostępu.

W moim przypadku będzie to odłożenie do końca tego roku kwoty 500 funtów, która trafi na specjalne konto oszczędnościowe. Dodatkowo do tego konta zrezygnuję z karty oraz dostępu przez internet. Żeby wypłacić te pieniądze, będę musiał fizycznie iść do banku i je wypłacić.

To mi skutecznie wybije z głowy wypłacanie tych środków kiedy nie będzie 100-procentowej potrzeby.

Krok numer 6 – spisywanie dochodów i wydatków.

Musisz wiedzieć, co się dzieje z twoimi pieniędzmi.

Spisywanie wydatków i przychodów rozpocząłem w lipcu 2015 roku i była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Dzięki temu dokładnie wiem, jaka jest moja obecna sytuacja finansowa.

Dzięki spisywaniu wydatków z tygodnia na tydzień je ograniczam. Po prostu działa pewien efekt psychologiczny – wiem że będę musiał wpisać wydatek na kawę „na mieście”, więc rezygnuję z tej kawy. Sprawdza się to w praktyce doskonale.

Dzięki spisywaniu wydatków wiem również, jakie są koszty jakie ponosze na przykład na utrzymanie samochodu.

Potrafię również dokładnie przewidzieć przyszłe wydatki.

Krok numer 7 – 50% na wydatki, 10% na rozrywkę, 40% na długi.

Moja idealna sytuacja, do której dążę.

Pod koniec każdego miesiąca wrzucam wydatki które spisywałem przez cały miesiąc do prostej tabelki w Google Docs – Sheets.

I robię najważniejszą rzeczy – obliczam procenty. Chcę doprowadzić do sytuacji, w której:

50% moich dochodów wydaję na życie.

10% moich dochodów wydaję na rozrywkę.

40% moich dochodów wydaję na spłatę długów – a w przyszłości będzie to INWESTOWANIE.

W praktyce nie jest to łatwe bez zmiany nawyków finansowych. W lipcu moje wydatki na życie wyniosły 110% dochodów. No właśnie.

Ale widzę, że z tygodnia na tydzień sytuacja się poprawia i widzę postępy. Mam szczery zamiar osiągnąć tą złotą proporcję do końca roku.

Krok numer 8 – sprzedajemy sprzedajemy sprzedajemy.

Pozbywamy się wszystkiego, co nie jest nam niezbędne.

Sprzedaję wszystkie nieużywane zabawki, na przykład nowiutki zegarek smartwatch za 250 funtów (1,5 tysiąca złotych) który miałem na ręku 2 albo 3 razy, tablet którego nie używam od 2 lat, a także ponad 1,5 tysiąca filmów i seriali na dvd których nie oglądałem od 3 lat (nie mam telewizora, świadomie zrezygnowałem z posiadania i oglądania telewizji).

Do tego Xbox One, na którym przeszedłem Gta V z sentymentu (w dzieciństwie grałem w gry całkiem sporo) i który zaraz potem powędrował do szafy. Kurcze, kupiłem sobie Xboxa żeby na nim zagrać w jedną grę przez 3 tygodnie. Akurat w jednym tygodniu dostałem podwyżkę w pracy i nowy limit na karcie kredytowej. Sam Xbox miałem zaraz na początku, przez pierwszych 5 dni nie mogłem grać, ciągle coś się uaktualniało i zawieszało. Teraz jest podobno lepiej, ale nigdy nie zamierzałem mieć konsoli na stałe.

Życie bez samochodu.

Trudna decyzja, ale postanowiłem również do końca roku sprzedać samochód.

Bez tego prawdopodobnie nie udałoby mi się zejść z wydatkami poniżej 50% dochodów.

Krok numer 9 – ograniczamy wydatki.

Wydatki na życie.

Dzięki konsekwencji w spisywaniu wydatków wiem dokładnie na co idą moje pieniądze i gdzie są możliwości zmniejszenia wydatków.

Przeglądam również wszystkie umowy, na przykład te z operatorem komórkowym czy te dotyczące ubezpieczenia samochodu, i próbuję znaleźć tańsze rozwiązania.

Krok po kroku, dążę do stabilizacji moich wydatków na życie.

Na początku każdego miesiąca mam listę wszystkich wydatków w tym miesiącu, takich jak opłaty za mieszkanie itd. Rezerwuję na nie pieniądze.

Przechodzę na gotówkę.

Raz w tygodniu, w każdy poniedziałek, wypłacam z bankomatu gotówkę na życie na najbliższy tydzień. To, co zostanie w piątek, będę mieć na weekend.

Wydatki na rozrywkę.

Tu sytuacja jest prosta. Na początku każdego miesiąca wypłacam sobie z bankomatu 10% moich dochodów z ubiegłego miesiąca.

To są pieniędze, które mają mi wystarczyć na cały miesiąc. Przy czym dla mnie rozrywka to też na przykład jedzenie czy kawa „na mieście”.

Nie chcę całkowicie rezygnować z jakiejkolwiek rozrywki. Uwielbiam chodzić do kina czy jeździć na wycieczki – po prostu ograniczę wydatki na to wszystko do pieniędzy które z góry na to przeznaczę.

Krok numer 10 – zwiększamy dochody.

Własna firma jako dodatek do etatu.

Chcę zwiększyć dochód z mojej małej firmy do końca roku. Mam już w miarę dokładny plan jak to osiągnąć. Z drugiej strony – nic na siłę. Chciałbym bardzo aby prowadzenie mojej małej firmy pozostawało czymś co traktuję jako hobby i się tym cieszę.

Dochody pasywne.

Chcę sprawdzić jak to jest z tymi dochodami pasywnymi. Na początek postanowiłem zainwestować niewielką kwotę w wydanie własnego poradnika i jego sprzedaż.

Wszystkim będę się oczywiście dzielił na blogu.

A Ty? Masz jakieś swoje, sprawdzone sposoby na to, żeby żyć bez długów? A jeśli już, to jak z nich wyjść?