34

Jak co roku, wybrałem się na angielskie Christmas Markets. W tym roku nie próbowałem jednak jeździć do różnych miast, ale pojechałem bezpośrednio do Manchesteru – to właśnie w Manchesterze odbywają się największe w Anglii targi świąteczne. A ja uwielbiam angielskie targi świąteczne.

Jak co roku, podziwiałem tam Polaków. Podziwiałem naszą kreatywność, podziwiałem dobre pomysły i ciężką pracę. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że Polacy w Anglii w czasie targów świątecznych… przebierają się za Niemców i handlują kiełbasą pod jakże polską nazwą Krakauer.

W tym roku jednak, w odróżnieniu od ubiegłych, moje myśli wędrowały nie tylko ku biznesowi i zarabianiu pieniędzy. Bo nie da się ukryć, że sprzedaż kiełbasy z rożna czy grzanego wina na angielskim Christmas Markets to może być bardzo dochodowa sprawa. I strasznie się cieszę, że to właśnie Polacy znaleźli dla siebie miejsce i stworzyli te biznesy.

Ale w tym roku nie myślałem tylko o biznesie. W tym roku bowiem jestem również blogerem.

34a

Polacy, którzy udają Niemców.

W tym roku zastanawiałem się, dlaczego my, Polacy, żeby sprzedać Anglikowi kawałek grillowanej kiełbasy, musimy ją nazywać Krakauer, a sami być przebrani za Niemca?

Czy będzie kiedyś tak, że Polak za granicą nie będzie musiał nikogo udawać? Że nie będzie musiał się wstydzić swojej narodowości? Że nie będziemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy?

Że będziemy po prostu Polakami?

W ubiegłym roku i tak było gorzej.

Wszyscy Polacy na stoiskach w Manchesterze również byli przebrani za Niemców (w bawarskie spodnie z szelkami) ale dodatkowo swoje imiona mieli… przetłumaczone na niemiecki na plakietkach doczepionych do szelek.

A ponieważ w Anglii jest całkiem sporo niemieckich turystów, byłem świadkiem kiedy jeden z takich Niemców próbował porozmawiać z tym „Polskim Niemcem”.

Było to dość przykre.

Czy wiecie, że w średniowieczu to język polski był językiem międzynarodowym w Europie? Językiem, którego uczono się w wielu krajach?

34b

Polacy, czas na zmiany!

Musimy przestać się żreć!

W chwili, kiedy piszę te słowa, pełnię władzy w Polsce przejęła partia Prawo i Sprawiedliwość. Prezydentem jest Andrzej Duda, również wywodzący się z tej partii.

Zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i prezydenckich, Polacy dokonali demokratycznego wyboru.

Wszystko w porządku, prawda? A gdzieżby tam! Odrywani od koryta, zasiedziali przez osiem lat na wygodnych stołkach politycy wrzeszczą, że to koniec demokracji.

Dziennikarze Gazety Wyborczej i Newsweeka, dwóch najbardziej zmanipulowanych polskich gazet, wrzeszczą, że to koniec demokracji.

Tomasz Lis, który w ostatnich miesiącach stał się wręcz karykaturą dziennikarza, wrzeszczy, że to koniec demokracji.

Cóż, nigdy w życiu nie głosowałem na PiS.

Ale to nie zmienia faktu, że w demokratycznych wyborach ta partia demokratycznie przejęła władzę w Polsce i ja ten wybór po prostu szanuję.

Musimy się szanować jako Polacy!

Oczywiście, że są wśród nas czarne owce, również tu, na emigracji. Ale tak jest przecież w każdym narodzie i Polacy nie są tu żadnym wyjątkiem.

Tymczasem z prawdziwym niepokojem obserwuję działania Platformy Obywatelskiej (tej starej i tej Nowoczesnej też) i niejakiego pana Petru, którzy po prostu donoszą na Polskę do europejskich instytucji. I to tylko dlatego, że przegrali wybory a zwycięska partia, PiS, nie dała się wmanewrować w zasadzkę Trybunału Konstytucyjnego, obsadzonego ludźmi PO i przygotowanego do destrukcji i blokad wszelkich działań nowej władzy.

Zastanawiam się, co by się stało z panem Petru w Wielkiej Brytanii – gdyby był posłem brytyjskiej Izby Gmin i robił to, co robi, i mówił co, co mówi w wywiadach do niemieckich czy francuskich gazet.

I mam wrażenie, że ten człowiek nie miałby po co wracać tu do Anglii…

Musimy planować! Tworzyć procedury!

W Anglii wszystko działa według pewnych schematów. Od komunikacji miejskiej po służbę zdrowia, od rejestrowania samochodu po agencje pracy.

Efekt jest taki, że w praktyce to wszystko po prostu działa. Anglia jest krajem, który jest bardzo łatwy w codziennym życiu.

Od założenia firmy, co zajęło mi 7 sekund, do szukania pracy czy kupna samochodu, wszystko jest proste, jasne i przejrzyste.

Oczywiście nie jest idealnie, ale w porównaniu do polskiego bałaganu… cóż, nie da się ukryć, że jest lepiej.

Tymczasem w Polsce nasze narodowe powiedzenie to „jakoś to będzie”. I tak powtarzają to „jakoś to będzie” wszyscy po kolei, od urzędników po maszynistów w pociągach.

I rzeczywiście, jakoś to jest. Z naciskiem na słowo Jakoś.

Musimy działać z rozmysłem!

Kto w Polsce naprawdę z rozmysłem wybiera studia?

Kto w Polsce naprawdę przejmuje się przyszłością?

Dwie trzecie Polaków nie ma żadnych oszczędności. Zamiast liczyć na siebie, liczą na to, że sobie „jakoś” poradzą.

A co tam, weźmie się chwilówkę i jakoś to będzie.

Efekty są widoczne na każdym kroku.

Miliony ludzi wiodą marne życie w pracy, której nie cierpią, a od życiowego dramatu dzieli ich brak jednej pensji.

Musimy zacząć szanować sukces!

Ależ ja się naczytam w tym internecie hejtu. Ależ tu jest nienawiści.

Dwóch najlepszych w Polsce blogerów finansowych to Marcin Iwuć i Michał Szafrański.

Podziwiam ich!

Zazdroszczę sukcesu, ale w bardzo pozytywny sposób. Od Michała uczę się blogowania, konsekwentnej pracowitości i postawy „rób swoje”, od Marcina – zrozumiałego dla każdego pisania i dobrych nawyków w pracy.

A od obydwu blogerów – zarządzania własnymi finansami osobistymi i przekonania, że moje życie należy do mnie.

A tymczasem na obu blogach, w komentarzach, pojawiają się nieprzyjemne „prztyczki” w nos, ciągle od tych samych osób, a ile hejtu i zawiści przychodzi im na maile, tylko oni wiedzą.

Nigdy się tak nie będę zachowywał.

Zawsze będą lepsi ode mnie i zawsze będą gorsi. To nieistotne.

To, co jest istotne, to żeby robić swoje i inspirować się tymi lepszymi.

Życie to nie jest żaden wyścig.

Musimy wziąć własne życie we własne ręce!

Ależ my uwielbiamy zwalać winę na własne niepowodzenia!

A przecież każdy z nas, niezależnie od sytuacji, ma kilka czy nawet kilkadziesiąt dróg do wyboru. Zawsze.

To tylko od nas zależy, którą z dróg wybierzemy. Warunki zewnętrzne to tylko warunki zewnętrzne.

A nasze życie zależy głównie od nas samych.

Musimy przestać żyć na pokaz!

Bizneswoman, nieszczęśliwa i w depresji, na każdym zdjęciu na Facebooku wygląda jak z obrazka.

Sąsiad parkuje swój piękny samochód. Raty i wysokie koszty utrzymania sprawiają, że finanse rodziny się po prostu nie domykają. W domu na ścianach grzyb, dzieci nie dojadają bo trzeba oszczędzać na jedzeniu.

Czy trzeba tu coś jeszcze dodawać?

Musimy być dla siebie mili!

O tym, jak bardzo ludzie w Polsce są niemili, przekonuję się dopiero podczas wakacji.

W Anglii ludzie są dla siebie mili.

Trzydzieści osób wysiada z autobusu, trzydzieści osób powie do kierowcy „dziękuję”. Kierowca trzydzieści razy odpowie „dziękuję” i „miłego dnia”.

Konduktor w pociągu powie, jaka jest pogoda u celu podróży podczas sprawdzania biletu.

Pani w sklepie spyta, czy pomóc mi w pakowaniu. Życzy mi miłego wieczoru. Mimo, że ma za sobą kilka godzin ciężkiej harówki.

Kolega z pracy, który mnie nie lubi, i którego ja nie lubię, uśmiechnie się do mnie rano i przywita. Ja się uśmiechnę i odpowiem przywitaniem.

To, jak niesamowicie takie codzienne, drobne uprzejmości wpływają na nasze życie, można docenić dopiero na emigracji.

A zauważa się to dopiero, kiedy podczas wakacji w Polsce próbuje się zachowywać tak samo wśród smutnych ludzi. I wychodzi się na idiotę.

Życie nie składa się z czekania na niedzielę! Życie to również poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek i sobota!

A to, jakie będzie nasze życie, zależy od naszej codzienności.

Wieczne czekanie na niedzielę!

Musimy zacząć żyć codziennością. Taką, jaką ona jest.

Ale my przecież lubimy czekać na wielkie rzeczy i wielkie zmiany.

Tymczasem codzienność to: wystroję się w niedzielę, a teraz mogę śmierdzieć niedomyty w tramwaju. W przyszłym roku będę bogaty, ale teraz idę wydać wszystko na piwo i zakłady sportowe.

Przestrzegajmy prawa!

Nie jest doskonałe, to prawda. Ale to właśnie prawo buduje cywilizację.

Nie bądźmy chciwi!

Słynna Baba z Radomia na Wigilii, zorganizowanej przez urząd miasta, wyrywająca zachłannie kilka napojów ze stołu.

Elegancko ubrani ludzie, wyrywający sobie darmowe katalogi urzędu miasta przy okazji jakiegoś otwarcia molo.

Prezes firmy, który na targach wrzuca kilkanaście darmowych długopisów do swojej skórzanej teczki.

Wszyscy to widzieliśmy.

Ależ to jest smutne.

 

A Ty? Jakie jest Twoje zdanie? Czy my, Polacy, mamy szansę być jeszcze Wielkim Narodem?