1

Czas na pierwszy raport miesięczny – całkowicie transparentny raport miesięczny przeciętnego polskiego emigranta w Anglii. Dla mnie osobiście jest to wielki dzień – po raz pierwszy udało mi się konsekwentnie spisywać wydatki co do jednego pensa, przez cały miesiąc. Dzięki temu unaoczniłem sobie samemu skalę marnotrawstwa i własnej finansowej głupoty.

Mam wielką motywację do Dobrych Zmian. Już od połowy lipca, kiedy w myślach sumowałem sobie wydatki jakie ponoszę, wiedziałem że jest źle. Przyzwyczaiłem się do łatwego życia bez myślenia o przyszłości. Najwyższy czas to zmienić, i to od zaraz.

Podejrzewam, że porównanie tego raportu z kolejnym, za sierpień, który napiszę i opublikuję za miesiąc, będzie dla mnie gigantycznym kubłem zimnej wody na głowę. No, ale nic. Czas przełknąć gorzką pigułkę.

Zaczynamy.

Na własnym przykładzie pokazuję efekty zmian w podejściu do własnych finansów. Chcę aby wszystko co piszę na blogu było rzeczywiste, a nie upiększone i teoretyczne, dlatego postanowiłem być całkowicie transparentny i pokazywać konkretne efekty lub ich brak na moich własnych przychodach i wydatkach. Dla uniknięcia komplikacji kurs funta na moim blogu wynosi zawsze 6 złotych.

Co się wydarzyło w lipcu 2015 roku.

1. Rozpoczęcie zapisywania przychodów i wydatków.

1 lipca 2015 roku rozpocząłem rzetelne spisywanie przychodów i wydatków. Pod koniec lipca wiedziałem już że sporo trzeba zmienić i podjąłem decyzję o tym żeby się dodatkowo motywować za pomocą bloga, a przy okazji może coś się komuś przyda.

2. Start bloga Mniej.org.

24 lipca 2015 roku opublikowałem pierwszy wpis na blogu. Samo założenie bloga nie było skomplikowane, kupiłem w zasadzie gotowe rozwiązania, o czym napiszę szczegółowo w odrębnych wpisach.

Moje przychody w lipcu 2015 to 2.243 funtów (13.458 złotych).

1. Przychody z pracy na etacie – 1.404 funty (8.424 złote).

Pracuję jako robotnik, szeregowy pracownik produkcji w firmie, która zajmuje się produkcją niewielkich układów klimatyzacji i wentylacji. Jest to moja któraś z kolei praca w Anglii, pierwsza w jakiej zdecydowałem się pozostać na dłużej. Firma w której pracuję jest solidna, jestem w moim dziale jedynym imigrantem co ma dla mnie znaczenie.

W kilku pierwszych miejscach pracy, z dużą ilością imigrantów (przeważnie z Polski), atmosfera pracy była bardzo marna, pojawiały się konflikty. Z prawdziwą przykrością muszę stwierdzić, że konfliktowi są prawie zawsze Polacy, nigdy Anglicy. To dla mnie ważne żebym 8 godzin dziennie spędzał w miejscu w którym jest spokój, dlatego jeśli już pracować w Anglii to zdecydowanie w solidnej, angielskiej firmie i wśród samych Brytyjczyków.

Być może miałem pecha i w rzeczywistości jest inaczej. Ale moje doświadczenia mówią mi, żeby pracy w miejscach pełnych Polaków unikać jak zarazy. Jest mi naprawdę niezmiernie przykro to pisać, ale takie są moje doświadczenia. Naprawdę cholernie ciężko mi o tym pisać, w końcu sam jestem Polakiem i w końcu piszę o moich własnych rodakach. Rodacy bywają konfliktowi i naburmuszeni, nie bardzo wiadomo dlaczego. W porównaniu do pogodnych i po prostu miłych Anglików sprawia to makabryczne wrażenie. W każdym razie było to dla mnie bardzo, ale to bardzo przykre.

Niestety, jest wielki minus. W zasadzie tylko jeden. Bardzo niskie zarobki, praktycznie bez możliwości ich podwyższenia. Pensja niedaleko od angielskiej płacy minimalnej. Nie ma żadnej drogi awansu z mojego szeregowego stanowiska, nie ma również możliwości podnoszenia kwalifikacji aby podwyższyć zarobki. Z jednej strony to dobrze – absolutny brak jakiegokolwiek stresu, z drugiej na dłuższą metę to mógłby być problem.

Zarabiam w formie tygodniówek (angielska pensja tygodniowa to Wage, dla szeregowych pracowników, w odróżnieniu od miesięcznej pensji czyli Salary). Ponieważ prywatny budżet prowadzę miesięcznie, zarobki zostały również przeliczone na miesiąc pracy (tygodniówka x 52 / 12).

Atmosfera pracy świetna, praca 8 godzin z czego 7 godzin to praca a łącznie 1 godzina to płatne przerwy, do tego dofinansowana przez firmę kantyna z ciepłym, choć prostym pożywieniem i napojami, ubrania służbowe finansowane przez firmę, prywatne ubezpieczenie medyczne, prywatny fundusz emerytalny. Mam w firmie dwóch dobrych znajomych z którymi widujemy się również poza pracą (w pubie co jakiś czas) więc możliwość pogadania z nimi podczas pracy to dodatkowy bonus.

Do tego każdy pracownik ma własną klimatyzację i ogrzewanie na swoim stanowisku pracy. Czysto, jasno, wielkie okna, miło i przyjemnie. Praca bardzo lekka, troszkę montażu, troszkę rysunków technicznych, jakiegoś przykręcania śrubek… Nigdy nie sądziłem że będę kiedyś pracował w fabryce, ale tu mógłbym zdecydowanie zostać na dłużej. Cieszę się, że kilkakrotnie zmieniałem pracę na początku żeby w końcu trafić tutaj.

Do tego całkowity brak nadgodzin, co dla mnie akurat jest wielką zaletą (kilka razy musiałem odejść z pracy ponieważ nadgodziny były wręcz wymuszane). Z drugiej strony takie nadgodziny (możliwość) to fajna rzecz kiedy zbliża się jakiś większy wydatek (nadgodziny są z reguły wyżej płatne, w mojej poprzedniej pracy było to odpowiednio 120%, 150% i 200% po południu, w piątki i soboty, w niedziele.

2. Przychody z prowadzenia niewielkiej firmy w branży IT – 839 funtów (5.034 złote).

Zajmuję się malutkimi systemami IT dla małych firm przez kilka godzin w tygodniu. Są to praktycznie wyłącznie polskie firmy w Anglii, z mojej okolicy, a praca to w rzeczywistości moje hobby. Dochody z niej traktuję jako coś w rodzaju kieszonkowego, aczkolwiek zarabiam coraz więcej z tej dodatkowej działalności.

Praktycznie się nie reklamuję, wszystko działa na zasadzie Word of Mouth.

Ponieważ jeden z technicznych elementów mojej pracy był dla mnie zawsze stresujący i przez to przekładałem kończenie projektów na później, zdecydowałem się zatrudnić podwykonawcę, który jest dość drogi (jego stawka jest większa niż moja), ale była to świetna decyzja. Jest lepszy ode mnie, a ja mam z głowy tę część projektowania której nie lubię i wszystko idzie o wiele sprawniej. Podniosłem również odrobinkę wyceny żeby uwzględnić dodatkowy koszt.

Gdybym znalazł angielskiego partnera biznesowego i gdybyśmy wspólnie zaczęli działać na rynku dla brytyjskich firm, gdzie stawki za takie projekty są kilkukrotnie większe, firma przynosiłaby spore pieniądze.

Świadomie jednak tego nie robię. Wolę poustawiać finanse, lepiej dysponować tym co zarabiam i mieć spokojniejsze, pozbawione poważniejszych stresów życie.

Wspaniałym aspektem takiego prowadzenia firmy jest to, że sam wybieram sobie klientów. Jeśli ktoś zachowuje się w sposób który mi nie odpowiada, po prostu nie podejmuję współpracy. Brak użerania się z klientami dla których nie chcę pracować to wspaniała cecha takiego podejścia.

Nie bez znaczenia jest również zapłata z góry. Zawsze. Jedynym wyjątkiem są klienci dla których pracuję po raz kolejny. Tracę przez to klientów, około 1/3, niemniej taki spokój że nie muszę się martwić o płatności itd. to strasznie fajna sprawa.

3. Przychody z bloga – 0 funtów.

Prawdziwe przychody z bloga to zmiany w moim życiu. Już teraz spisywanie wydatków wpłynęło na moje życie w sposób olbrzymi.

Nigdy nie upstrzę swojego bloga masą reklam. Nie ma takiej potrzeby.

4. Przychody inne – 0 funtów.

Czasami zdarza mi się mieć jakieś dodatkowe przychody, dlatego umieszczam tę rubrykę w moim miesięcznym budżecie.

5. Przychody pasywne i z inwestycji – 0 funtów.

Oj tu jeszcze bardzo długo będzie zero. Najpierw spłata długów, później oszczędzanie, później inwestowanie, później dochody pasywne z inwestycji. Ale umieszczam tą kategorię żeby się motywować, do czego dążę i po co to wszystko.

Moje wydatki w lipcu 2015 to 2.235 funtów (13.410 złotych). Ojej.

1. Koszty prowadzenia firmy – 150 funtów (900 złotych).

Tutaj wchodzą trzy głowne koszty – administracyjne, reklama, podwykonawca. W tym miesiącu były tylko koszty administracyjne, nie wydałem nic na reklamę ani na podwykonawcę.

Koszty administracyjne to materiały i sprzęt do wykonania projektów, konto bankowe, abonament telefoniczny firmowy, w sumie takie drobne rzeczy. Nie ma tu nic szczególnego.

Do tego dochodzi angielski Zus, czyli National Insurance Contribution, który w Anglii dla działalności gospodarczej wynosi 2 funty i 80 pensów tygodniowo (16 złotych) ale który umieszczam w kwocie Podatki, żeby nie mnożyć kategorii bez potrzeby.

W rzeczywistości jestem zwolniony z płacenia tych 2 funtów na angielski Zus, ale płacę i tak. Kiedyś szczegółowo napiszę o tym artykuł.

2. Koszty bloga – 102 funty (612 złotych).

Zakup Template – Thesis oraz Template Skin – Effectus pochłonął 102 funty (612 złotych).

Do tego abonament na zdjęcia oraz hosting (37 funtów czyli 222 złote) – ale abonament na zdjęcia i hosting dla ułatwienia wrzuciłem do powyższych kosztów prowadzenia firmy – nie chcę mnożyć niepotrzebnie kategorii.

3. Wynajem domu i opłaty – 350 funtów (2.100 złotych).

Mieszkam na północy Anglii, w średniej wielkości mieście.

Wynajmuję 4-pokojowy dom z kuchnią, łazienką i małym ogrodem. Wspólnie z moim znajomym, Anglikiem, który zresztą ten dom kupił.

Cała sprawa z domem wyglądała tak:

Musiałem się wyprowadzić ze swojego małego mieszkania na piętrze, bo cały budynek został wystawiony na sprzedaż przez właściciela który przechodził na emeryturę i wyprowadzał się do Hiszpanii, jak to Anglicy na emeryturze zazwyczaj robią.

Zacząłem szukać mieszkania, tymczasem znalazłem ogłoszenie o tymczasowym wynajmie domu wspólnie z jedną osobą (nazywa się to Buddy Up, kiedy ktoś chce wynająć dom i poszukuje kogoś dodatkowo). Okazało się, że ten Anglik jest w trakcie kupowania tego domu, ale zmieniał pracę i miał przerwę w zatrudnieniu. Potrzebował dodatkowego zastrzyku finansowego, dlatego ogłaszał wynajem na krótki czas.

Byliśmy umówieni na 3 miesiące, ale mieszka nam się tak świetnie że obaj stwierdziliśmy że zostawiamy wszystko tak jak jest. Mieszkam tu już prawie 2 lata.

Opłata 350 funtów którą ponoszę raz w miesiącu zawiera wszystko wliczając Sky i najszybszy internet jaki jest w Anglii – fibre optic unlimited. Muszę przyznać, że za tą cenę to rewelacja. Dom po częściowym remoncie, mamy wspólną kuchnię i salon, ja mam największy pokój a mój współlokator dwa mniejsze.

4. Wydatki na jedzenie i życie – 331 funtów (1.986 złotych).

Od razu piszę, że na jedzenie wydaję bardzo dużo i jest tu pole do olbrzymich oszczędności.

To tylko część rzeczywistych wydatków na jedzenie. Reszta jest w Rozrywce.

Dodatkowe wydatki na jedzenie będą również w kategorii rozrywka – tyle że to będą restauracje i fastfoody, czyli wszystko „ponad normę”.

Chciałem bowiem rozróżnić w moim budżecie jedzenie normalne od jedzenie które na dobrą sprawę jest rozrywką, na przykład wizyta w pubie albo jakiejś droższej restauracji ze znajomymi.

Nie robię żadnego jedzenia samodzielnie. Nie używam kuchni. Nigdy. Śniadania i obiady w dni powszednie jem w pracy, w dofinansowanej przez firmę kantynie. Kolacje jem codziennie w dni powszednie w zaprzyjaźnionej restauracji.

Śniadania w soboty i niedziele jem w ulubionym pubie (Full English Breakfast oczywiście) a obiadokolacje w restauracjach Nandos , TGI Fridays albo Hard Rock Cafe podczas wyjazdów – w soboty jeżdzę biznesowo robić projekty u klientów na parę godzin a w niedziele jeżdzę turystycznie na małe wycieczki.

Dałoby się zmniejszyć wydatki na jedzenie do 120 funtów (720 złotych) miesięcznie gdybym kupował wszystko sam i gotował / do pracy robił kanapki.

No ale z drugiej strony nie po to wyjeżdzałem do Anglii żeby oszczędzać na jedzeniu.

5. Ubranie – 46 funtów (276 złotych).

Nic specjalnego. Wymieniłem jakieś tshirty i kupiłem trzy paczki skarpetek 🙂

6. Zdrowie – 0 funtów.

Zdrówko dopisuje, dziękuje bardzo.

7. Inne – 327 funtów (1.962 złote).

Ponad 200 funtów (1200 złotych) wydałem na prezent dla kogoś z rodziny. Lubię dawać prezenty. Nawet bardzo.

Fryzjer co dwa tygodnie. Pralnia co dwa tygodnie – odbierają torbę ze wszystkim, dostaję z powrotem uprane / wysuszone / uprasowane / złożone w kosteczkę. Piękna sprawa.

Do tego kupiłem klawiaturę do telefonu od Microsoft – 60 funtów (360 złotych) żeby szybciej odpisywać na maile na przerwach w pracy.

A, i kupiłem nową pościel oraz komplet notesów Moleskine, mam do nich słabość.

Do tego doładowanie drugiego telefonu którego używam do rozmów do Polski.

8. Rozrywka – 367 funtów (2.202 złote).

No co tu dużo mówić. Właśnie dlatego zapisywałem te wszystkie wydatki żeby teraz patrząc na te liczby dostać młotkiem w łeb, i to porządnie.

Wszystkie te pieniądze poszły na restauracje (ponad 40 wizyt w lipcu, część wydatków ujęta w Jedzenie), kino, gazety, statek, żaglówkę, puby.

6 wizyt w kinie w lipcu. W tym 3 razy w IMAX. Każda wizyta to oczywiście nachos z sosami i cola. Kawa podczas czekania. I restauracja po kinie.

Podróż statkiem.

Wynajem żaglówki.

Kawa rano w drodze do pracy. 2,65 funta. W pracy w kantynie 10 pensów – 60 groszy. Tak samo smakują.

Już o tym myślałem co ja robię z pieniędzmi i przez ostatni tydzień, kiedy wyłaniały się te liczby, wiedziałem że jest źle.

Dlatego nie będę już dłużej o tym pisał. Właśnie po to mi był ten blog, żeby sobie palnąć w głowę tymi liczbami porządnie czarno na białym.

9. Samochód: koszty – 45 funtów (270 złotych).

Rata za ubezpieczenie.

Mam duże auto dobrej marki, kilkuletnie, z dużym benzynowym silnikiem.

Jako że rzadko jeżdzę dalej niż 100 mil, a do pracy chodzę na piechotę, taki samochód to czysta głupota.

Gdybym teraz kupował samochód, kupiłbym sobie jakiś mały. Co to za różnica.

Auto kupiłem na kredyt, który miał być na rozkręcenie firmy. Chciałem odejść z pracy, żeby rozwijać firmę i zająć się tylko nią.

Postanowiłem jednak że brak stresu i miłe życie jest ważniejsze niż pieniądze, i zostałem na etacie firmę prowadząc z doskoku jako hobby. Kredytu nie anulowałem, zamiast tego zmieniłem auto.

Nie chcę go jednak sprzedawać, mimo że mógłbym, ale autko jest tak wygodne i niezawodne że nie mam serca. Raz w roku płacę mechanikowi 200 funtów żeby zrobił wszystko co trzeba, powymieniał co tam powinien i święty spokój. Niech już będzie to auto skoro jest.

10. Samochód: paliwo – 149 funtów (894 złote).

Trochę jeździłem, ale też zatankowałem niedawno i mam pełen bak paliwa.

11. Podatki – 238 funtów (1.428 złotych).

Zaliczka na podatek z pracy etatowej. Podatki płaci się raz na rok, ale pracodawca płaci mi zaliczki na podatek od pensji każdego tygodnia.

Kwota wolna od podatku wynosi 11 tysięcy funtów rocznie (66 tysięcy złotych).

Ponieważ zarabiam więcej, mam zmieniony kod podatkowy żeby pracowawca odprowadzał więcej podatku niż standardowo. Pokryje to jakąś dopłatę za podatek i ubezpieczenie sprzed roku czy dwóch. Nie wnikam w to, wszystkim zajmuje się mój księgowy który raz w roku robi wszystko porządnie.

12. Odsetki od kredytów konsumpcyjnych – 130 funtów (780 złotych).

Dlaczego odsetki od kredytów konsumpcyjnych traktuję jako osobny wydatek? Ponieważ, gdybym nie miał długów, te pieniądze które widzę w tym punkcie pozostałyby w moim portfelu.

Mógłbym je wydać na przyjemności albo na przykład zainwestować – kreując w ten sposób dodatkowe dochody.

Zamiast tego, pieniądze szlachetnie przeznaczam na nowy fotel dla dyrektora mojego banku. Co teraz jest modne wśród elity bankowej? Skóra z penisa zagrożonego wyginięciem wieloryba?

Odsetki od kredytów konsumpcyjnych to pieniądze wyrzucone, spalone, zniszczone. Czym szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej dla nas.

Moje długi w lipcu 2015.

Spłata długów – 316 funtów (1896 złotych).

Nie zaciągam żadnych, ale to żadnych nowych długów.

Niedługo zniszczę karty kredytowe. Spłacę jak najszybciej całe zadłużenie.

Do tego zlikwiduję debety na rachunkach.

Na koniec spłacę kredyt który wziąłem na rozwinięcie firmy a za który zmieniłem auto (postanowiłem jednak nie rozwijać firmy tylko zostać na etacie).

Nawet mi się nie chce nic więcej na ten temat pisać. Idę na wojnę z długami!