32

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozpoczynałem swoją obecną pracę etatową (w której jestem już jakiś czas i mam zamiar jeszcze przez kilka lat popracować) dostałem jeszcze inną propozycję pracy.
Agencja zadzwoniła z ofertą. Firma, w której wcześniej pracowałem – przez kilka tygodni, zastępując nieobecnego pracownika – postanowiła mnie zatrudnić. Tym razem na stałe, na etat.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się oczywiste. Lepsze stanowisko pracy (operator CNC plus kontrola jakości), sporo wyższa pensja (o około 1/3, co daje kilkaset funtów miesięcznie więcej – czyli w przeliczeniu ok. 3 tysięcy złotych podwyżki miesięcznie) – wydaje się, że nie miałem się nad czym zastanawiać, prawda?

Nieoczywiste oczywistości.

Nie zawsze to, co na pierwszy rzut oka wydaję się oczywiste, zawsze takie jest. Warto się czasami zatrzymać i troszkę pomyśleć.

Może jednak to, co się tak ładnie świeci, wcale nie jest takie wspaniałe?

Ile tak naprawdę zarabiasz?

Czy lubisz swoją pracę?

Ja swoją obecną pracę lubię. Nawet bardzo. Nowoczesna firma, bardzo miłe towarzystwo, świetna atmosfera w pracy, zero jakiegokolwiek stresu. Z przyjemnością po weekendzie spędzonym przed komputerem wstaję rano w poniedziałek, żeby iść do pracy. Czyli dokładnie odwrotnie, niż w mojej „profesjonalnej” pracy w korpo w Polsce.

Ostatnio zmieniło się jeszcze więcej – mam nowego szefa, i chociaż sądziłem że lepszego szefa niż poprzedni mieć nie można – jak zwykle się myliłem. Jest naprawdę fajnie.

I tu pojawia się pytanie. Ile to jest warte? W pieniądzach? Ile musiałbym dostać podwyżki, żeby zmienić pracę którą zwyczajnie i tak po prostu lubię? Czy to się w ogóle da wycenić?

W firmie, w której miałbym pracować za większe pieniądze atmosfera również była fajna i pewnie lubiłbym tam pracować, ale nie aż tak bardzo jak w obecnej pracy.

Ile kosztuje Cię myślenie poza pracą o pracy?

Przewrotne pytanie, prawda?

Oj, wcale nie. Pamiętam zmarnowane weekendy, kiedy w poniedziałek miałem ważne spotkanie i nie potrafiłem o nim przestać myśleć. Zamiast cieszyć się sobotą i niedzielą, myślałem o poniedziałku.

I naprawdę nie byłem w stanie wybić sobie z głowy takiego wiecznego niepokoju, poczucia zagrożenia – tak, to był stres.

Czy takie myślenie o pracy, mimo że w pracy w danej chwili nie jesteśmy, nie jest dla nas dodatkowym kosztem?

Moim zdaniem – jest, i to olbrzymim. Ileż osób zapija weekendy albo pali papierosy? Ileż osób nie ma żadnego hobby, żadnych marzeń – bo po prostu nie ma energii? Nie ma chęci do życia? Zabija się w codziennym wyścigu szczurów? W pogoni za czymś, co nigdy się nie kończy?

Co innego, jeśli właśnie zakładamy malutką firmę. Wówczas myślimy o pracy właściwie cały czas. No, ale to jest zupełnie inne myślenie, które można wręcz bardzo polubić.

W mojej obecnej pracy przestaję myśleć o pracy po 11 sekundach od jej zakończenia. Tyle czasu – 11 sekund, zajmuje mi odbicie karty zegarowej i przejście przez bramę.

Ile kosztuje Cię zmęczenie i znużenie pracą?

Lekka praca fizyczna. Zero zmęczenia, raczej energia, która mnie rozpiera po ośmiu godzinach. Bardzo dziwna energia – tęsknię za komputerem. Za pracą umysłową. Za siłownią.

Po pracy w weekend, kiedy działam we własnej małej firmie informatycznej – nie mogę się doczekać poniedziałku i znowu lekkie pracy fizycznej.

Ten dualizm jest niesamowity i bardzo zmienił moje życie. Zarówno do pracy fizycznej, jak i przed komputer zabieram się z prawdziwą przyjemnością.

Teraz piszę artykuł na bloga, jutro jadę do klienta pracować przez kilka godzin nad projektem, pojutrze idę do pracy i będę przykręcał jakieś śrubki, robiąc rzeczy które później będą służyć ludziom w całej Europie.

Ile osób po pracy jest w stanie jedynie otworzyć puszkę piwa i usiąść przed telewizorem? Znam takich ludzi – są po prostu zmęczeni.

To samo z moimi znajomymi w korpo. Wyssani. Tak bym nazwał ten stan. Stan znużenia, apatii, niechęci do życia.

Gdzie czas na marzenia? Na rozpierającą nas energię? Na pilotowanie samolotów, wejście na Mont Blanc, wydanie własnej książki, prowadzenie bloga, podróże do Szkocji i do Francji? Gdzie ogniska i grille z rodziną? Gdzie koncerty i komponowanie muzyki we własnym domowym studiu?

Przecież to jest właśnie życie!

W mojej obecnej pracy pracuję lekko. Przyjemnie. Na tej pracy mojej życie się nie kończy, wręcz przeciwnie. Ono się dopiero zaczyna!

Ile kosztuje Cię dojazd do pracy?

Mieszkam około 3 minut jazdy samochodem lub 10 minut bardzo szybkim krokiem i 15-20 minut spokojnym spacerkiem lekko okrężną drogą przez mały park od mojej firmy.

Mam znajomych w Londynie, którzy na dojazd do pracy poświęcają prawie 2,5 godziny dziennie w obie strony. DWIE I PÓŁ GODZINY DZIENNIE. Codziennie przez pięć dni w tygodniu. Przy założeniu, że nic się nie dzieje. Nie ma żadnego wypadku, autostrada nie jest zakorkowana bardziej niż zwykle itd.

Od pewnego czasu nie mam samochodu. Postanowiłem, że do czasu wyjścia z długów i porządnych zmian w moich finansach osobistych samochód wcale nie jest mi potrzebny. I rzeczywiście nie jest.

Ile kosztuje Cię więc dojazd do pracy? Zarówno czasu, jak i wszystkich wydatków finansowych na paliwo i tak dalej?

Firma, w której miałbym pracować za większe pieniądze, mieści się w sąsiednim mieście. Musiałbym mieć samochód – co generuje dodatkowe koszty – lub się przeprowadzić. Przeprowadzka również odpada – bardzo tego sąsiedniego miasta nie lubię. Nie chciałbym tam mieszkać. Zostałyby więc dojazdy. Czyli czas i konkretne koszty.

Ile czasu zajmuje dotarcie do pracy?

Czas to również pieniądz. Oczywiście, że można w czasie dojazdu do pracy czytać książkę (jeśli poruszamy się transportem publicznym) albo słuchać audiobooka (jeśli jedzemy samochodem) – ja jednak zdecydowanie wolę mieć więcej czasu.

Bardzo się przyzwyczaiłem do tego, że spacer do pracy zajmuje mi kilkanaście minut. Wcześniej, kiedy miałem samochód, na długiej przerwie w pracy po prostu jeździłem do domu na 20 minut. Byłoby mi ciężko zamienić to na stanie w korkach.

Ile kosztuje Cię ubranie do pracy?

W Polsce pracowałem w zawodzie, który wymagał odpowiedniej prezencji. Ponieważ było to jeszcze w czasach, zanim wynagrodzenia poszybowały w górę, na odpowiednią prezencję zwyczajnie nie było mnie stać.

Ratowali mnie rodzice i dodatkowe projekty. Garnitury, buty, krawaty, pralnia, fryzjer.

Ile to wszystko kosztuje? Ile kosztuje nas ubranie i wygląd do pracy?

Śledzę wpisy blogera, który pracuje jako informatyk. Zdalnie, przez internet. Mieszka w ciepłych krajach. Sandały, koszulka i krótkie spodenki. To jest jego ubranie do pracy.

Moja obecna firma sponsoruje nam ubrania firmowe. Zaskakująca jest wysoka jakość tych ubrań. Są o wiele lepszej jakości, niż średniej ceny ubrania z sieciówek. Wbrew pozorom niektórzy wydają spore kwoty na ubrania czy ogólnie „prezencję” do pracy. Dla mnie ten koszt wynosi okrągłe zero. Firma, w której miałbym pracować za wieksze pieniądze, nie ma ubrań firmowych.

Czy masz prywatny fundusz emerytalny?

Zbieranie na emeryturę znakomita większość z nas odkłada na „wieczne nigdy”. Liczymy na państwową emeryturę. Już teraz wiadomo, że nie za bardzo mamy na co liczyć.

Prywatny fundusz emerytalny pozwala troszkę mniej martwić się o przyszłość. Po pierwsze, dobra firma zazwyczaj dokłada do funduszu, powiekszając nasze środki – jest to więc dodatkowa podwyżka do pensji. Po drugie – taki fundusz emerytalny to zazwyczaj bardzo konkretne korzyści podatkowe.

Podsumowując – solidny prywatny fundusz emerytalny może być bardzo, ale to bardzo wielkim atutem.

Moja obecna firma ma jeden z najlepszych funduszy emerytalnych w Anglii. Niestety, byłem głupi. Bardzo głupi. Zrobiłem potworny błąd, nie zapisując się do niego kiedy była okazja. W tej chwili czekam aż sytuacja się unormuje, bo fundusz przechodzi zmiany i chwilowo zapisy są wstrzymane. Nie sądziłem, że będę tu tak długo pracował. Mogłem o tym pomyśleć a teraz żałuję. Firma, w której miałbym pracować za wieksze pieniądze nie ma własnego, dodatkowego funduszu emerytalnego – jedynie ten podstawowy, wymagany przez przepisy. Hojny fundusz emerytalny to w skali lat olbrzymie pieniądze, które możemy zyskać!

Czy masz prywatne ubezpieczenie zdrowotne?

O jakości służby zdrowia pisał nie będę.

Z jednej strony – powszechne przekonanie jest takie, że państwowa służba zdrowia zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii, jest koszmarna.

Z drugiej strony – moje doświadczenia wskazują na coś innego, przynajmniej jeśli chodzi o Anglię. Jestem BARDZO zadowolony z państwowej opieki zdrowotnej. Ostatnio mam dość poważne kłopoty ze zdrowiem, wliczając odmianę cukrzycy oraz wizyty na onkologii w szpitalu, i jestem naprawdę zaskoczony bardzo wysokim poziomem opieki w Anglii.

Dlatego nie będę rozwijał tego tematu, sam nie wiem co o tym myśleć.

Ale już o prywatnym ubezpieczeniu zdrowotnym warto pomyśleć jako o solidnej podwyżce pensji – szczególnie jeśli pracodawca oferuje rozszerzenie pakietu na całą rodzinę.

Moja obecna firma ma dobrą ofertę na prywatne ubezpieczenie zdrowotne, którym może być objęta również rodzina – za niewielką opłatą roczną. Słyszałem świetne opinie o tej opiece, ale osobiście nigdy z niej nie korzystałem. Jestem bardzo zadowolony ze zwykłej, podstawowej opieki zdrowotnej w Anglii. Inna sprawa, że gdybym miał rodzinę, to wówczas takie dodatkowe ubezpieczenie byłoby dla mnie ważne. Firma, w której miałbym pracować za wieksze pieniądze, nie oferuje prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Czy firma dofinansowuje posiłki?

Niektóry firmy naprawdę poważnie podchodzą do czasu, jaki spędzamy w pracy dla nich. Bardzo dobrze wyposażone kantyny, dofinansowane lub wręcz darmowe posiłki – coraz częściej słyszy się o tego typu rozwiązaniach.

Takie drobne przekąski czy napoje z automatu potrafią w skali miesiąca zebrać się do konkretnych sum, więc nie lekceważyłbym tych oszczędności.

Moja obecna firma zapewnie nam bardzo proste, ale strasznie tanie jedzenie na przerwach. To kosztuje naprawdę grosze, więc korzystam. Na każdej przerwie. Od poniedziałku do piątku odżywiam się za grosze. Firma, w której miałbym pracować za wieksze pieniądze, nie ma takich rozwiązań, jedynie zewnętrzny catering za który musiałbym w pełni płacić.

Ile Cię kosztuje przygotowanie do pracy?

Żeby przygotować się od strony wyglądu do poważnego spotkania biznesowego, potrzebujemy minimum kilkudziesięciu minut od momentu wstania z łóżka. Musimy dbać o ubrania, fryzury, buty, starannie się ogolić…

O ile wcześniej musisz wstać, żeby przygotować się do pracy?

Ile zajmują Ci zakupy ubrań do pracy? Kosmetyki, fryzjer?

Ile czasu potrzebujesz na staranne golenie się?

To są pytania, które dla mnie nie istnieją. Jestem robotnikiem w fabryce, do cholery…

Krótka fryzura, proste ubrania. Zapuściłem nawet krótką brodę. Wystarczy. Garnitur ubieram raz na kilka lat, kiedy ktoś mnie zaprosi na jakiś ślub.

I nie powiem, żebym jakoś szczególnie tęsknił za eleganckim wyglądem…

Może dlatego, że naprawdę nie lubiłem swojego życia. Na zewnątrz – nowe służbowe auto, ładny krawat, eleganckie buty. W środku – wieczny stres i znużenie życiem.

W mojej obecnej pracy tzw. „wyjście do pracy” zajmuje mi 5 minut, z czego 3 minuty to mycie zębów. I strasznie się z tego cieszę.

Dodatkowe koszty pracy.

Ile kosztuje Cię kubek modnej latte, która koniecznie musić kupić bo tego wymaga moda w twojej pracy?

Ile kosztuje Cię lunch?

Ile wydajesz na gazety?

To są wszystko koszty związane z pracą. Koszty nieoczywiste. Zazwyczaj dopiero prowadzenie budżetu domowego pozwala nam je odkryć.

Te koszty mogą być naprawdę wysokie.

W mojej obecnej pracy dodatkowe koszty wynoszą okrągłe zero.

Ile kosztują Cię używki.

Ile kosztuje Cię palenie papierosów, które rozpocząłeś, kiedy zmieniłeś pracę?

Ile kosztuje Cię alkohol, bez którego nie wyobrażasz sobie weekendu, bo inaczej nie będziesz w stanie zapomnieć o wszystkich obowiązkach które rzucą się na Ciebie zaraz od poniedziałku?

Nie piję. Nie palę. Nie używam narkotyków. Nigdy. Nie mam takiej potrzeby.

Ile kosztuje Cię presja środowiska?

Od czasu do czasu mam kontakt ze znajomymi, którzy pozostali takimi korpo-ludkami.

Pożyczka na samochód, bo współpracownik też kupił. Nie taki, jaki jest naprawdę potrzebny. Musi być coś szałowego, najlepiej SUV. Najlepiej Audi. Rodziny nie mam, więc wożę powietrze. A w zasadzie niczego nie wożę, nawet siebie, bo stoję w korku. W wielkim aucie. W środku zatłoczonego miasta.

Telefon – tylko Apple. Piątka działa fajnie, ale przecież wyszła szóstka. Akurat można zmienić u operatora. Po co? W zasadzie nie wiem. Bo nowszy model. Czym się różni? W zasadzie nie wiem. Na pewno jest lepszy.

Meble w domu. Modny projektant. Co prawda w domu nikogo nie goszczę, bo nie mam czasu. Inni też nie mają czas, więc i tak by nie przyszli. Ale i tak wymieniam, bo przecież trzeba.

Czy wiesz, ile kosztują Cię rzeczy które kupujesz tylko dlatego, żeby zaimponować innym ludziom?

Mam Nokię 130 Dual-Sim. Nie mam auta. Może kiedyś kupię sobie mały samolot, jak mnie będzie stać.

Eksperyment – ile naprawdę zarabiasz?

Weź swój odcinek wypłaty.

Sprawdź, ile naprawdę zarabiasz.

Policz wszystkie koszty.

A teraz policz uczciwie wszystkie koszty, jakie ponosisz w związku z pracą. Również te nieoczywiste. Również te, które biorą się z presji środowiska.

Oblicz czas jaki poświęcasz na pracę.

Na zakończenie zsumuj czas, jaki zajmuje Ci praca ORAZ myślenie o niej ORAZ przygotowania do niej ORAZ dojazd do niej i tak dalej i tak dalej.

I sprawdź ile tak naprawdę zarabiasz…

Odejmij od zarobków wszystkie podatki, opłaty, koszty oczywiste i nieoczywiste związane z pracą, koszty bezpośrednie i pośrednie. Również te wydatki, których nigdy byś nie poniósł, gdyby nie praca czy presja środowiska.

…za godzinę swojej pracy.

A teraz policz prawdziwą stawkę godzinową…

Wnioski wyciągnij sam.

Ja to zrobiłem. Dzięki temu, za kilka lat, będę tam, gdzie będę…