33

Dziś coś troszkę innego – próba odpowiedzi na pytanie, czy istnieją filmy dla minimalistów. Dla ludzi, którzy BYĆ przedkładają na mieć, którzy lubią spokój i (modne słowa ostatnio) ideę slow life.

Widziałem mnóstwo filmów które możnaby „podciągnąć” pod powyższe stwierdzenia, ale te trzy, które wymieniam poniżej, od razu przyszły mi na myśl. Co ciekawe, wszystkie widziałem w kinie i za każdym razem był to przypadek.

Wiosna, Lato, Jesień, Zima i… Wiosna

Jeden z najbardziej niezwykłych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem.

Niesamowite jest to, że nigdy bym tego filmu nie obejrzał, gdyby nie… czysty przypadek.

Byłem na delegacji, jeszcze lata temu, kiedy mieszkałem w Polsce, zrobiłem co miałem zrobić i spotkałem się z kim miałem się spotkać, słowem – sprawy służbowe zostały „załatwione”. Postanowiłem sobie pochodzić po mieście, ale byłem na tyle zmęczony, że wybrałem się do kina.

Nie wiem, jak to się stało, że wylądowałem akurat na tym filmie. Od samego początku film zrobił na mnie niesamowite wrażenie – być może akurat miałem tego dnia nastrój na coś zupełnie… innego!

Praktycznie brak dialogów, zupełnie inna forma tworzenia filmu, niezwykła prostota.

Ten film po prostu trzeba obejrzeć, a już scena z chłopcem i mnichem – oraz kamieniem i rybą, to coś, co zapada w pamięć na resztę życia. Serio – ta scena zawsze będzie w mojej głowie.

Jeśli istnieje idealny film dla minimalistów i miłośników spokojnego życia, to zrobili go Koreańczycy. A konkretnie: Ki-duk Kim, bo tak nazywa się zarówno reżyser, jak i scenarzysta.

Moja najbardziej gorąca rekomendacja! Niezwykłe kino!

Opowieść o buddyjskich mnichach, których życie podporządkowane jest rytmowi wyznaczanemu przez naturę.

Adams æbler

Jabłka Adama

Ależ to jest dobre kino…

Film obejrzałem pierwszy raz na jakimś festiwalu filmowym, ale od tego czasu już ze dwa razy do niego wracałem.

Do tej pory nie wiem, jaki gatunek reprezentują „Jabłka Adama”. Komedia obyczajowa? Tak się może wydawać na początku, ale reżyser postanawia się z nami pobawić w filmową żonglerkę.

Momentami mocny dramat, czarny humor, groteska, absurd, mnóstwo religii, były nazista, terroryści – czego tu nie ma!

Niesamowite jest to, że ten film od początku niesamowicie wciąga. Naprawdę świetnie się to kino ogląda.

Od tamtego czasu oglądałem sporo filmów z Danii i polubiłem skandynawskie kino, ale do tej pory pamiętam tamto uczucie wiecznego zadziwienia kolejnymi pomysłami reżysera.

Coś innego, ale coś naprawdę świetnego! Trudno tego filmu nie polecić. Tym bardziej, że parę razy porządnie się zaśmiejemy i to tak naprawdę porządnie.

Młody neonazista Adam trafia do wiejskiej parafii, gdzie przywrócić społeczeństwu ma go pastor Ivan.

As It Is in Heaven

Jak w Niebie

Teraz obejrzałem już wystarczająco wiele szwedzkich filmów, żeby konwencja „Jak w Niebie” zupełnie mnie nie dziwiła.

W każdym razie szwedzkie filmy mogą się wydawać przewidywalne i proste, czasami wręcz infantylne. Dla nas, przyzwyczajonych do ciężkiego kina i masy ludzkich nieszczęść wylewającej się z ekranu, taki zalew optymizmu może sprawiać wrażenie, że oglądamy bajkę.

Zło jest ukarane, dobro zwycięża – ależ banały…

Tak nie jest. Film prezentuje o wiele głębsze treści, niżby to się mogło na początku wydawać. Chociaż polskim widzom może się nie podobać dość charakterystyczny sposób przedstawiania religii. Bardzo negatywny zresztą.

Zresztą, już dawno odkryłem, że najwspanialsze rzeczy na tym świecie to są te najprostsze i najbardziej banalne…

Słynny kompozytor wraca do rodzinnej wioski. Zaczyna prowadzić próby miejscowego chóru.

Masz swoje ulubione filmy w tym temacie? Podziel się koniecznie w komentarzach!